Skip to content

inaczej

Pięć lat temu spotkałam pielęgniarkę-Anioła. W środku nocy odwiozła mnie do pokoju i ładną angielszczyzną powiedziała powoli: „W noc, kiedy Twoja córka przyszła na świat, padał wielki deszcz”. Pamiętam. Dudnił o szyby równie głośno jak we mnie strach i niepewność. Pielęgniarka przyszła do mnie jeszcze rano, pomóc mi wstać. Była taka delikatna w gestach i pełna empatii… Więcej już jej nie widziałam, pewnie ktoś inny jej potrzebował. Albo rzeczywiście była Aniołem, zapamiętałam jakby jej niematerialną istotę. Wtedy nie wiedziałam, że byłam pod opieką. I jeszcze przez długi czas tego nie wiedziałam. Ale już wiem…

Francja nie była moją Małą Ojczyzną. Przyzwyczaiłam się do niej, polubiłam, doceniłam. A teraz, po pożegnaniu emigracji, czuję się naturalnie. Jak u siebie. Tymczasowość jednak wiele zmienia w sercu, podejściu, biegu zdarzeń.

Wciąż otwarta na nowe, dziękuję za wszelkie stare.

Dni Doul 2016

Po raz trzeci miałam okazję uczestniczyć we francuskich Dniach Doul. Dla mnie to był jeden dzień, oderwany od majowej rzeczywistości.JDD2016

Pierwszy warsztat, w którym brałam udział, dotyczył czucia się dobrze w swoim ciele (nie tylko w czasie ciąży) i był prowadzony przez jedną z francuskich doul oraz przez Lucianę Vidarte, która praktykuje „anty-gimnastykę” w trzynastej dzielnicy Paryża. Delikatny masaż pleców, skupienie uwagi na oddechu i „mikroskopijne rozciąganie” – wszystko po to, by na chwilę zatrzymać się w swoim ciele, poczuć i poznać je. Zrelaksować, zredukować ból i napięcie. Podziałało😉
Drugi warsztat dotyczył cesarskiego cięcia. Zaproszeni zostali działacze stowarzyszeń (Maman Blues, Césarinne), konsultantka laktacyjna oraz jeden z „ojców karmiących”, który dzielił się swoim doświadczeniem przeżywania cesarek jego żony (a raczej „ich”, jak mówił) i opowiadał o drodze jego rodzicielstwa (np. o tym, jak wziął urlop tacierzyński, a mama wróciła do pracy).
We Fra ncji powoli rozprzestrzenia się unowocześniona metoda wykonywania cięcia – la césarienne extrapéritonéale  – jest mniej inwazyjna dla matki i dziecka, zmniejsza ryzyko powikłań, skraca czas rekonwalescencji i pozwala kobiecie na wejście w rolę mamy już od pierwszych godzin po cięciu. Brzmi zachęcająco… Będzie jeszcze lepiej, jeśli doda się do tego „cesarkę po ludzku”, czyli na przykład kontakt skóra do skóry, czy też wcześniej zachęcenie mamy do delikatnego parcia w czasie wyciągania dziecka, co sprawi, że mama weźmie udział w porodzie.
I gwóźdź programu – Michel Odent. Ach! Wystarczyłoby powiedzieć🙂
Zaczął od serdecznego wytłumaczenia się, że ma 86 lat oraz „znany na tej sali, wśród doul – deficyt snu”, ponieważ dzień wcześniej był na konferencji w Atenach. Wyciągnął swój aparat słuchowy, by „nie mówić zbyt agresywnie” i zaczął wykład. Otaczał wzrokiem całą salę, mówił swobodnie, z charyzmą.
Kilka migawek:
– pierwsze bakterie, z którymi ma styczność noworodek i które programują układ odpornościowy – jeśli są mało zróżnicowane i nieznane matce (=dziecku), to wzrasta ryzyko alergii, AZS etc…FullSizeRender-1
– nowa kora (neocortex), czyli mózg racjonalny, najmłodsza pod względem rozwoju struktura ludzkiego mózgu – tym różnimy się od innych ssaków.
Neocortex sprawia, że zachowujemy się odpowiednio (np. każdy urolog wie, że żaden mężczyzna nie odda moczu na żądanie, będąc obserwowanym).
Dlaczego dla jednych kobiet dziś poród siłami natury jest „trudny”, a dla innych nie? To fenomen nowej kory, a raczej zjawiska wygłuszenia jej aktywności. Po dziwnych zachowaniach widać, że poród postępuje dobrze🙂
Dlatego tak ważne jest, by kobieta rodząca była ochraniana przed przeszkodami w działaniu jej fizjologii; by mogła unikać wszystkiego, co stymuluje neocortex (czyli m.in. światło, mowa)
– w dzisiejszym świecie trudno to kulturowo wyjaśnić. Kobieta nie może rodzić samodzielnie, a potrzebuje ludzi, którzy ją poprowadzą, pokierują. To socjalizacja porodu. Maskulinizacja i medykalizacja (i mówi to mężczyzna, lekarz).
– na zakończenie M. Odent opowiedział (z dużą dawką ironii, ale też zarazem optymizmu), jak widzi zmiany z perspektywy czasu. W latach 50’ nie słyszał mam, które pytałyby, czy mogą wziąć swoje nowo narodzone dziecko na ręce. Aż pojawiła się nowa koncepcja! Noworodek potrzebuje matki, kontaktu skóra do skóry!
… „może więc przyjdzie jeszcze następna nowa koncepcja głosząca potrzeby kobiet rodzących!”. Oklaski.
Michel Odent jest chirurgiem i położnikiem światowej sławy, działa w interesie kobiet rodzących oraz rodzących się dzieci. W trosce o przyszłość ludzkości.
Osobiście jestem mu wdzięczna za otwarcie, szacunek i zaufanie, jakim darzy doule. To zaszczyt i rownież wielka wdzięczność móc go (po raz drugi) zobaczyć i posłuchać na żywo.

Francuska (i nie tylko) poprawność polityczna.

Francja jest krajem poprawnym politycznie. Czasem nad wyraz. A czasem daje upust skrywanym emocjom, myślom, wizjom świata. Już nie mam sił słuchać, jak matki są poprawiane, krytykowane, oskarżane, kierowane.

I marzy mi się „poprawność polityczna” również w tej, jakże ważnej sferze życia i również dla tej, jakże licznej grupy społecznej, jaką są matki. Nie można głośno wyrazić się o czyjejś religii, rasie, kulturze, ale na matkach można się wyżywać ile wlezie.
Można wymagać, by karmiła dziecko w określony sposób, a nie jak chce i czuje. Można wymagać, by postępowała zgodnie z modelem wychowawczym, jaki wyznaje napotkany personel czy pani w parku. Można sugerować, że kilkumiesięczne niemowlę przebywające „z mamą w domu” nie ma szans na dobry rozwój – zapewni go wyłącznie żłobek.
Można wytykać błędy, wzbudzać poczucie winy, straszyć katastrofą, snuć różne posępne przepowiednie.
Matkę traktuje się z góry. To jej pierwsze dziecko, jeszcze nie wie, trzeba ją pokierować, zgubi się… Guzik! Najlepiej się odnajdzie, gdy będzie miała święty spokój!
Gdy będzie mogła słuchać głosu swojej intuicji, budując więź ze swoim dzieckiem.
Wszystkie rady są tylko na chwilę. A konkretna więź matki z dzieckiem trwa 24 godziny na dobę, i na zawsze. O wiele dłużej niż czas wizyty w przychodni i dwa zdania wypowiedziane przez pielęgniarkę, oskarżającą mamę za zbyt mały przyrost wagi jej niemowlęcia (i jeszcze za tamto i owamto). O wiele dłużej niż jedna „złota rada”.
Matki naprawdę są w stanie zaopiekować się swoim potomstwem… I każda z osobna jest najlepszą osobą do decydowania – bez poczucia winy, bez strachu i zagryzania zębów. Bez potrzeby tłumaczenia się!

znienacka

Dostałam prezent…

z komentarzem: „…i dziękujemy za wszystko, wszystko”.

Poryczałam się🙂

FullSizeRender-2

 

 

Pięć języków miłości

Posłuchałam genialnej w swojej prostocie konferencji Szustaka o komunikacji kobiety i mężczyzny, pojmowaniu świata, siebie wzajemnie, różnicach między nami (do posłuchania TU – dla pro, anty i pomiędzy, bo przekaz w pełni uniwersalny). Poruszył również kwestię pięciu języków miłości. Słyszałam to niedawno u Małgosi Musiał w „podcaście”, napomknęła tylko o książce. To był dobry trop – zastanowić się nad językami miłości, jakie przejawiają wszyscy domownicy.
W teorii każdy ma jeden dominujący język miłości spośród języków:
Akceptacji (słów)
Prezentu
Służby
Spędzania czasu
Dotyku
Nie zbadałam jeszcze tematu w innych źródłach. Szustak mówił, że choć wydaje się często, że mamy wszystkie albo prawie wszystkie, to jednak jeden jest główny i znając go, jak również znając język miłości naszej drugiej połówki, możemy się po pierwsze uczyć wzajemnie naszych języków, po drugie łatwiej interpretować nasze wystarczające lub mniej poczucie kochania.
A co z dziećmi???
Myślałam o moich miłych. Przypominałam sobie sytuacje, próbowałam jakoś przypisać im najbardziej pasujący język miłości. Są już na tyle duzi, że mogę z nimi o tym pogadać.
Ale wyobraziłam sobie, jak to jest od początku z Nowym Człowiekiem. Czy to możliwe, że rodzimy się z jednym, przodującym językiem wyrażania, jak i przyjmowania miłości? (ponieważ to działa w dwie strony)
Noworodek potrzebuje Dotyku. Karmi się nim, rozwija dzięki niemu. Żyje dzięki dotykowi. Jeśli ta fundamentalna potrzeba jest zaspokojona i podtrzymywana, zawsze chętnie przytuli się i zostanie przytulone przez najbliższych. Gdy pojawia się rodzeństwo, starsze dzieci chętnie głaszczą, dotykają mniejszych od swoich rączek, chcą brać na ręce. Chcą być blisko. Chcą Dotyku.

Jeśli dzieci często słyszą szczere słowa, że są kochane, ważne, w sam raz, to same tak o swojej miłości zapewniają. Jedząc ugotowany obiad, powiedzą „mmmm, pyszne!”, podbiegną z buziakiem i szepną „kocham Cię!”. Używają Słów Akceptacji.

Kilkulatek na spacerze. Podnosi z ziemi kamyk, listek, zrywa kwiatki. Biegnie i triumfalnie oświadcza: „To dla Ciebie!”. Albo przynosi rysunek z przedszkola. „Dla Ciebie!”. Ulepi kulkę z plasteliny. „Dla Ciebie!”. I w formie Prezentu okazuje swoją miłość.
Przyjmuje też bez oporu, choć tu ważna rola rodzica, co jest osobnym tematem. Może prezenty, których nie kupuje się za pieniądze, dają dzieciom najcenniejsze poczucie bycia kochanym?

Kilkulatek chętnie pomoże. Nie zawsze, może nie w kulminacyjnym momencie układania wierzchołka wieży z klocków… Ale jakże często wykaże się empatią, gdy rodzic jej potrzebuje? Poda coś? Pomoże poszukać?
Rodzice służą swoim małym dzieciom kilkadziesiąt, kilkaset razy na dobę. O ile czynią to z wyczuwalną miłością, te gesty tworzą codzienną dawkę bycia kochanym i motywują do wzajemności nawet takie małe istoty.

I wreszcie Spędzanie Czasu. Dla noworodka być blisko równa się przeżyć. I jeszcze przez wiele miesięcy oznacza to zaspokojoną potrzebę bezpieczeństwa. Ewoluuje w chęć zabawy, wspólnych zajęć. „Pobawisz się ze mną?” jest na równi z „jestem głodny”. Bo nasze dzieci karmią się miłością na wszelkie sposoby. Chłoną tyle, ile jej dajemy. I odwzajemniają.

Doszłam więc do wniosku, że rodzimy się z wszystkimi językami miłości. To fascynujące i przerażające równocześnie. Jakaż to odpowiedzialność… znów! Nawet za to! Aż za to… jak bardzo i kiedy dziecko będzie czuło się kochane. Jak i kiedy samo będzie te uczucia przejawiać. Który język zakopie, bo go nie doświadczy albo nie zauważy, że działa…
Jeśli jako dorośli mamy wykształcony swój główny język miłości, to jako rodzice uczymy się wszystkich języków. I znów jesteśmy dziećmi. I bardzo dobrze. Mały Książę wie o tym najlepiej. Chętnie nam o tym przypomni.

trudna sztuka odpowiedzialności

Natknęłam się na brytyjski program „Położne” – to cenne, zobaczyć pracę z perspektywy położnych. We mnie jednak obudziło się też przytłoczenie. W obejrzanym odcinku zobaczyłam personel medyczny nastawiony na swoje zadanie, wyzwanie wręcz; przewodzący, instruujący, biorący odpowiedzialność.
Za moje porody wziął odpowiedzialność również personel – byłam zbyt nieświadoma (może w parze szedł mój młody wiek), by być w stanie wziąć odpowiedzialność na siebie, by posłuchać ciała i mojego dziecka. Nieraz się zastanawiałam, dlaczego na izbie powiedzieli, byśmy przyjechali z nieregularnymi skurczami. Nie odesłali nas do domu, a włączyli swój niepostrzeżony stoper i od tego momentu byłam ich wyzwaniem. Nie kobietą, która oto staje się matką, ma zdrowe, młode, mądre ciało. Nie kobietą, która może o swoim ciele decydować i której komfort, psychika i rozpoczynająca się droga macierzyństwa liczą się na pierwszym miejscu. Mój poród był dla personelu tylko kolejnym zadaniem do wykonania. Najlepiej najszybciej, w jakikolwiek sposób, byle mocno kontrolowany, bo tylko taki zdaje się w dzisiejszym społeczeństwie bezpieczny.
I tak się zaczęły interwencje, przekraczanie praw pacjenta (na przykład wstrzyknięcie mi leku bez zapytania o zgodę, bez wytłumaczenia, po co i jakie mogą być skutki uboczne – przecież oni chcą dobrze, skutki uboczne są takie rzadkie!). Nie miałam z tego porodu wiele dla siebie. Wtedy byłam bardzo dobrze nastawiona, w dobrym humorze i z pełnym zaufaniem do szpitala (tak. Mea culpa). A nawet z wdzięcznością. Summa summarum uratowali moje dziecko! Młodej, zdrowej dziewczynie zrobili cesarskie cięcie i oficjalnie brzmiało to dostojnie. Uratowali – udusiłby się, dociskając pępowinę, która „wypadła”. Tamta położna wie, że – chcąc przyspieszyć akcję – przebiła pęcherz płodowy, choć było o wiele za wcześnie na takie interwencje. Nie trzeba skończyć studiów medycznych, by wiedzieć, że częstym i nawet logicznym skutkiem tej czynności jest m.in. właśnie wypadnięcie pępowiny.
Nagła cesarka w znieczuleniu ogólnym, niefortunne zszycie, które rzuciło cień na dalszą historię porodową.
Nieświadomość była błogosławiona. Nawet baby blues mnie ominął, zakochana totalnie w swoim synku, przyjęłam wszystko tak, jak było i cieszyłam się nową rolą.
Może byłby to koniec historii, gdyby nie to, że miałam jeszcze później drugie dziecko, i teraz wciąż jestem młoda, z funkcjonującą macicą (poważnie jednak przeciętą).

Jak często kobiety wychodzą ze szpitala po cesarskich cięciach, porodach przy użyciu kleszczy lub próżnociągu z poczuciem bycia uratowanym przed najgorszym? Jaki procent z tego był ratowaniem, a jaki próbą naprawiania błędów popełnionych podczas indukcji, przyspieszenia lub podążania za swoimi wytycznymi, a nie za potrzebą i bezpieczeństwem rodzącej?
Czy przyjdą czasy, że społeczeństwo oraz personel zrozumie, że „po pierwsze nie szkodzić” ma w porodzie bardzo subtelne, a zarazem gruntowne znaczenie?
Czy przyjdą czasy, że kobiety będą brały odpowiedzialność za swój poród (sic!), bez spotykania się z pogardą, byciem nazywaną nieodpowiedzialną, głupią i przemądrzałą?
Czy byłybyśmy w stanie uwierzyć, że nasze ciało jest mądre, a poród dodaje – jak nic innego – poczucia kompetencji i mocy sprawczej? Ja uwierzyłam, choć za późno.
Na szczęście jest gros takich kobiet. I gros cudownych położnych, które nie tylko są miłe, ale podczas porodu podążają za rodzącą, wykorzystując swoje doświadczenie i wiedzę, by bezpiecznie przeprowadzić rodzącą się matkę i rodzące się dziecko przez tę niepowtarzalną, umacniającą i ważną podróż.

Na mojej stronie od początku widnieje cytat: „Warunkiem prawdziwego wyboru jest pełna informacja”. Każda decyzja smakuje lepiej, gdy zostaje podjęta samodzielnie lub za zgodą, rozumiejąc przebieg spraw (poród to żywioł! Nie wszystko zależy od nas i bardzo ważne, by mieć tego świadomość).
Można zdecydować się na poród naturalny, na cesarkę, na znieczulenie, na karmienie piersią lub nie, bycie blisko dziecka lub nie itd… I robi wielką różnicę, czy wybrało się samemu, czy tak wyszło, ale zostało przedstawione z szacunkiem i wrażliwością, czy też po prostu zadanie zostało wykonane.

Paryska Mlekoteka

Z okazji tygodnia Promocji Karmienia Piersią (26.05-1.06) po raz drugi odbyła się akcja Mlekoteka. W wielu miastach Polski, w Londynie i pierwszy raz w Paryżu! Pomysłodawczyniami i organizatorkami są dwie warszawskie doule – Iza oraz Iza😉 we współpracy z Fundacją Rodzić po Ludzku. Akcja obejmuje warsztaty, kręgi opowieści laktacyjnych, spotkania tematyczne, projekcje filmowe, wystawy zdjęć, flashmoby.

Dzięki wsparciu i motywacji Iz, a lokalnie dzięki Czarze, udało się zorganizować paryską Mlekotekę „Mity i inne opowieści”. Spotkałyśmy się 29.05 o godzinie 11 w Cafézoïde – kawiarni dla dzieci. Głównie dla dzieci właśnie, rodzice są tylko do pilnowania albo przeszkadzania😉 to miejsce jest bardzo swojskie, otwarte i tętni życiem. I było przyjemnym tłem dla Mlekoteki! Choć chętne lub zgłoszone mamy dotarły w mocno okrojonym składzie i było bardzo kameralnie, to jednak spotkanie minęło w dobrej atmosferze. Jeszcze nie zdążyłyśmy dobrze usiąść, a dzieci już dopominały się piersi😉 i od razu popłynęły mleczne opowieści. Czara przygotowała listę mitów, z którymi można się spotkać. Był przy tym śmiech, zdziwienie, przytakiwanie i rozwiewanie. W międzyczasie wplatały się nasze historie. Obiad „domowej roboty”. Nie zabrakło ‚okołodzieciowych’ tematów, jak na spotkanie Mam przystało🙂

Uczestniczki miały okazję wygrać książkę „Droga mleczna” oraz kalendarz, a mały Tadzio wylosował zwyciężczynie. Odpowiedzi konkursowe były takie:

„Karmienie piersią jest dla mnie oczywistym rozwiązaniem dla potrzeby pożywienia mojego dziecka (perełki). Po pierwszych tygodniach wdrażania, stało się ono również czasem rozluźnienia i pogłębiania więzi z Julkiem. Jest to bardzo miły moment i trochę powód do dumy ;)”

„Karmienie piersią to dla mnie najprostsza droga, po której idziemy razem z moim dzieckiem”

„Karmienie piersią to dla mnie jeden z najpiękniejszych darów, jakie matka może podarować swojemu dziecku i samej sobie w macierzyństwie. Sposób na budowanie bliskości i poczucia bezpieczeństwa u dziecka”

Na koniec, zainspirowane niegdysiejszą akcją, zrobiłyśmy sobie zdjęcia, trzymając kartkę z liczbą miesięcy, podczas których karmiłyśmy (lub karmimy) piersią. Miałam niedosyt, ale zdaje się, że u mnie to normalne.😉 Może i dobrze – planujemy częściej spotykać się w gronie mam. Już jutro następne spotkanie! Za zdjęcia z całego serca dziękuję Joannie, autorce bloga pełnego literatury, sztuki i kultury (Dziennik paryski zaprasza!).IMG_0609 IMG_0618 IMG_0630 IMG_0655 IMG_0805 IMG_0658-1 IMG_0680-1IMG_0681 IMG_0686 IMG_0688 IMG_0684

Journées des Doulas – Dni Doul

8-9.05 odbyły się trzynaste Dni Doul w Paryżu. To już drugi raz, kiedy miałam szczęście uczestniczyć w tym wydarzeniu (tym razem w całości!). Wychodziłam z poczuciem niedokończenia. Jeszcze posłuchać, zapytać, porozmawiać. Jeszcze wrócić!

Chapeau bas dla Stowarzyszenia za tak bogaty program! Do wyboru cztery z 28 (!) warsztatów w małych grupach, do tego dziewięć konferencji, zebranie Stowarzyszenia i wieczór.

Pierwszego dnia wybrałam warsztaty stricte doulowe – wymiana doświadczeń, sporo pytań i kIMG_0640onkretnych odpowiedzi, następnie wsparcie w czasie porodu – Valérie Dupin przygotowała prezentację, w której nie zabrakło zdjęć obrazujących wsparcie kobiety rodzącej od zarania dziejów do dnia dzisiejszego, informacji na temat koktajlu hormonalnego, jego wzmacniaczy i ‚osłabiaczy’, jak i wskazówek co do konkretnego wsparcia. Na koniec pozwoliłyśmy endorfinom działać, sparowałam się z Valérie, więc trafiłam cudownie😉 Poczułam doulowe ciepło, dotyk i uspokojenie. Wcześniej dokuczał mi ból głowy, który w czasie ćwiczenia odpłynął. Powiedziałam o tym mojej ‚douli’, odpowiedziała: to nie ja, to endorfiny! (Najczęściej ZZO proponowane jest kobietom zamiast wsparcia i niefarmakologicznego łagodzenia bólu… No i właśnie, cytat, odważny, ale z ust doświadczonej douli: „doula bywa naturalnym znieczuleniem zewnątrzoponowym”).

Drugiego dnia zdecydowałam się na warsztaty z założycielką Stowarzyszenia Maman Blues – o trudnościach macierzyńskich. Mam niedosyt, nie było to „atelier”, a wykład teoretyczny, zabrakło mi dyskusji, bo temat szeroki, głęboki i ważny… Zanotowane: jako doule stoimy ‚na progu’, będąc blisko i możemy dać potrzebującej mamie informacje, które są „pierwszą prewencją”, mogą być światłem w tunelu. I moja myśl: czy w Polsce kobiety dotknięte depresją poporodową, ZSP czy innymi trudnościami, mają swoją sieć wsparcia? Stowarzyszenie czy chociaż forum?

Zaraz potem ostatnie warsztaty w grupie, wybrałam te z Frédérique Horowitz, które nieco odbiegły od tematu i były ciekawą dyskusją na temat wyboru kobiety – na ile go mamy? Na ile z niego korzystamy? Frédérique pierwsze dziecko urodziła w szpitalu, drugie i trzecie w domu. Opowiedziała nam, jak podczas drugiej ciąży przybrała 30kg, potrzebując ochrony, poczucia bezpieczeństwa przed drugim porodem w domu, mając wspomnienie pierwszego. Przeżyła piękne narodziny. W trzeciej ciąży czuła się już pewnie przed porodem, nie potrzebowała takiego „płaszcza ochronnego”, przybrała 11kg, które szybko zrzuciła, wracając do swojego (filigranowego) ciała sprzed wszystkich trzech ciąż. „Ciało się zmienia, otwiera, ale to wciąż Twoje ciało”. Warto o tym pamiętać, czuć i znać swoje ciało. Frédérique powiedziała również, jak widzi sprawę rodzenia w szpitalu, gdzie oddaje się w ręce personelu. Podpisanie dokumentów, zgody na prowadzenie przez personel sprawia, że kobieta już nie jest odpowiedzialna; od tego momentu to szpital jest odpowiedzialny za zdrowie, życie matki i dziecka. Jeśli odrzuca protokół – bierze całą odpowiedzialność na siebie. W szpitalu odpowiedzialność dzieli się na co najmniej kilka osób. Rodząc w domu wygląda to inaczej, stąd naturalny jest strach przed porodem (który oswaja się, mając zaufaną, doświadczoną położną, doulę, wspierającego partnera). Nie można przewidzieć, zaplanować porodu, jak będzie przebiegał i wyglądał, ale można „przewidzieć” granice naszej autonomii. Co ona dla nas oznacza i na ile chcemy w niej zostać. Czy feministki zdają sobie sprawę, czym jest wolność wyboru rodzenia? Czym jest autonomia w porodzie? I jak się ma do „darmowego znieczulenia dla wszystkich kobiet rodzących”, które zwycięsko wywalczone sprawia, że kobieta pozbywa się swojej autonomii?

Panele konferencyjne – w skrócie: WOW!

  • Przedstawienie Stowarzyszenia Doulas de France, możliwość poznania doul ze swojego regionu (głównie w przerwach :)). Kilka słów o szkoleniu, organizowanym przez Instytut Doulas de France, liczącym łącznie 144 godziny, co równa się innym szkoleniem z działu „usług opiekuńczych”. Nie wiem, czego tutaj brakuje, by doula stała się oficjalnym zawodem, jak to jest w Polsce od 1.01.2015r., ale życzę, by i we Francji został uznany zawód douli!
  • Prezentacja CIANE – instytucji, która gromadzi stowarzyszenia działające wokół tematów ciąży, porodu, rodzicielstwa. Takie są założenia CIANE – by prawa oraz potrzeby przyszłych i młodych rodziców, dzieci były respektowane, by polepszyć warunki porodu i sytuację opieki okołoporodowej we Francji, by szanować fizjologię porodu, bazując na medycynie opartej na dowodach. CIANE tworzą wolontariusze, odwalając kawał dobrej roboty, wychodząc naprzeciw potrzebom przyszłych i młodych rodziców; chcąc wprowadzać zmiany.IMG_0631
  • Żałoba okołoporodowa – poruszające doświadczenia trzech mam, w tym utwory muzyczne Emilii Llamas, zainspirowane macierzyństwem, jak i stratą (osobiste kawałki, oczy się pociły…). Opowiedziały o Dniu Uwrażliwienia na żałobę okołoporodową, który miał miejsce 9. maja w merostwie 15. dzielnicy Paryża. Powstał bukiet kwiatów, z którego każdy kwiat symbolizował zmarłe dziecko. Rodzice mogli na kartkach napisać imię swojego dziecka, zobaczyć film dokumentalny, wystawę, zdobyć informacje na temat wsparcia osób przeżywających żałobę po dziecku. 15.10 jest obchodzony światowy Dzień Dziecka Utraconego, a więcej o majowych wydarzeniach do przeczytania TU.
  • Stowarzyszenie Tatiana – ochrony praw dziecka, mające na celu szerzenie informacji na temat praw dziecka i przestrzegania tych praw, uwrażliwienie na dzieci padające ofiarom przemocy, skutki przemocy oraz wymiar sprawiedliwości względem oprawców. Stowarzyszenie Tatiana walczy również o lepsze warunki edukacji i rozwoju dla dzieci niepełnosprawnych.
  • Gwóźdź programu, niesamowity zaszczyt! IMG_0635 Sonia Rochel we własnej osobie! Inicjatorka kąpieli noworodków „Thalasso Bain Bébé” – rozpowszechnionych na YouTube. Siedziałam koło Sonii i przypomniało mi się, jak na zeszłorocznych dniach doul rozmawiałam z Michelem Odent, biegałam, szukając dla Niego wody, o którą poprosił „podam wodę Michelowi Odent!” przeżywałam🙂 A teraz śpiewałam z Sonią Rochel z jednej kartki piosenkę, w której narratorem był noworodek, opowiadający o tym, jak błogo czuł się w brzuchu mamy i jak błogo czuje się w jej rękach tuż po narodzinach. Wdzięczność! Sonia opowiedziała nam, jak zaczęła się jej przygoda z tym niezwykłym sposobem kąpania dzieci. Była świadkiem pięknego, naturalnego, umacniającego porodu, położna przyjmująca poród wprowadziła tak głęboką, intymną atmosferę, że Sonia zadała sobie pytanie: co mogę zrobić dla tego małego dziecka, po tak pięknym, spokojnym porodzie? Wykąpała je, zanurzając w głębokiej wodzie, pozwalając dziecku czuć odprężenie, ciepło, szum wody i przede wszystkim pozwalając dziecku prowadzić. By przyjmowało pozycje, jakie chce, by rozkoszowało się kąpielą, jak rozkoszowało się życiem prenatalnym. Dziecko po narodzeniu czeka wiele niespodzianek. Powiela się naukę o higienie noworodkówIMG_0638, która jest bardzo nieprzyjemna, pełna napięcia i płaczu – namydlanie przed włożeniem do wody, której w wanience jest na dnie, by nie moczyć pępka, uszu, twarzy, byle szybko i skutecznie, jakby noworodka trzeba było zdezynfekować… Dla Sonii kąpiel jest „przekazem na powitanie”, co chcemy dziecku powiedzieć, jak chcemy przyjąć jego emocje. Widzi, jak w czasie kąpieli z dzieci wychodzą przeżycia, zwłaszcza po trudnych porodach – zmęczenie, ból, strach. Mogą to niejako przepracować. Zdarza się, że pierwsza kąpiel jest trudna, a następnego dnia już cudownie odprężająca, dziecko korzysta, czuje się zaopiekowane, otulone i bezpieczne. Sonia Rochel urzekła mnie z filmików dostępnych na YT, i urzekła mnie na żywo. Anioł kąpieli, anioł noworodków. Dzieli się swoim doświadczeniem i zachęca rodziców, by obudzili w sobie wiarę we własne kompetencje! By słuchali od początku, co nowy człowiek przeżywa, co chciałby im przekazać. (cdn)

Konferencje drugiego dnia przebiegły tak:IMG_0650

  • Głos trzech ojców🙂 zostali zaproszeni, by podzielić się doświadczeniem przeżywania porodów swoich dzieci, jak zmieniały się ich żony, jak rożne były porody, jaki mieli w nich udział, jak mogli uczestniczyć w tych wydarzeniach; jak ojcostwo wpływa na ich życie, jak zmienia… Jeden z tych panów ma stronę poświęconą karmieniu piersią (!), promując naturalne żywienie najmłodszych, jak i zachęcając innych ojców do wspierania w karmieniu! Czyż to nie robi wrażenia?😉
  • Jak wspierać kobietę w karmieniu piersią? – Została zaproszona fizjoterapeutka i osteopatka, poIMG_0652łożna pracująca w Wielkiej Brytanii oraz Claude-Suzanne Didierjean-Jouveau – wieloletnia prezeska francuskiej La Leche League, autorka książek poświęconych rodzicielstwu. Karmienie to temat obszerny, bardzo istotny, został tylko muśnięty. Co sprzyja rozwojowi laktacji, jak młoda mama karmiąca może wzmocnić zaufanie do siebie, na co zwracać uwagę (poruszona została również sprawa krótkiego wędzidełka).
  • Poród wywoływany – świetnie przygotowana prezentacja przedstawiona przez Anne Loirette ze stowarzyszenia Timéo et les autres. W czasach medycyny opartej na dowodach wciąż zdarzają się bezpodstawne, szkodzące zwyczaje… I tak na przykład jednen z najlepszych (sic!) oddzialow położniczych w Paryżu niezgodnie z prawem używa zakazanego leku cytotec. Przeciwbólowo i w celu wywołania porodu. JAK to możliwe?

IMG_0661
Anne przedstawiła statystyki, wskazania do wywołania porodu, sposoby indukcji; ryzyko związane z konkretną metodą; co robić, gdy personel zaproponuje indukcję, jak zwiększyć kontrolę nad swoim porodem. We Francji „termin” porodu wyznaczany jest na 41. tydzień ciąży. Do pięciu dni kobieta „musi” urodzić. Kilka lat temu zdarzyło się, że Narodowe Kolegium Ginekologów i Położników Francuskich zaleciło, by uznać za poród o czasie do 42tyg.+ 6 dni. ! Było, minęło… Stowarzyszenie „Timéo et les autres” powstało jako odpowiedź na historię małego Timéo, który przyszedł na świat podczas porodu wywołanego lekiem Cytotec i dziś jest pięcioletnim niepełnosprawnym chłopczykiem. By szerzyć informacje na temat praktyk szpitalnych, uczulać, uświadamiać rodzicom, jak ważne jest, by wiedzieli co się dzieje, co jest im proponowane, podawane. Często poród wywoływany czy przyspieszany jest dla kobiet traumatyczny, rzutuje na dalsze macierzyństwo (zwłaszcza, gdy mama boi się kolejnego porodu); w wielu przypadkach można by tego uniknąć, gdyby bardziej ufać ciału kobiety…IMG_0662

  • I o tym ostatni punkt programu:
    Isabelle Brabant z Quebeck i jej niesamowita konferencja. Opowiedziała o swoim wieloletnim doświadczeniu w pracy położnej.
    IMG_0665
    Co zrobić, by narodziny były szczęśliwe? Szanować kobietę i jej podmiotowość w czasie porodu. Jest główną aktorką tego spektaklu! Mechanizm porodu od zawsze działa tak samo. Każdy z nas jest dzieckiem kobiety, która urodziła, była dzieckiem kobiety która urodziła itd, itd…. kobiety, która urodziła… bez przygotowania, bez specjalistów, bez wywołania. Trzeba wrócić do źródła.
    „Co sprawia, że poród jest dobry? Każdy weterynarz zna odpowiedź na to pytanie! (…) Nie wyobrażam sobie specjalisty, np. kardiologa, który nie zna serca, nie wie, jak jest zbudowane i jak działa. Dziś mamy ginekologów, położników, którzy nie wiedzą, jak działa ciało kobiety rodzącej. I idziemy z nimi rodzić…”.
    Kobieta jest ZDOLNA, kompetentna, by rodzić. Odkryje swoją siłę podczas porodu naturalnego. Kobieta wie, jak urodzić dziecko i jak mu dać dobre życie. „Twoje dziecko urodzi się raz, zadbaj o ten moment”.
    Dzisiejsze warunki rodzenia są bardzo trudne. Niezrozumienie bólu porodowego, frustracje położnych, ich nadmiar obowiązków związanych z np. dokumentami, nieznajomość konkretnej kobiety itd… Ale… kropla drąży skałę. I w końcu kropla wygrywa…
    „To się zmieni, ponieważ my tu jesteśmy!”.
    Isabelle Brabant dostała bardzo długie owacje, oksytocyna unosiła się w powietrzu🙂 to była piękna wisienka na torcie, kończąca te dwa niezwykle dni.

IMG_0647

Zobaczyłam to, czego na co dzien nie mam okazji we Francji widzieć. Mamy karmiące piersią dzieci małe i większe, maluchy, które nikomu nie przeszkadzały, były noszone w rożnego rodzaju wiązaniach chust i nosideł miękkich; sporo stoisk: magazyn Peps – pozytywne Rodzicielstwo. CALM – dom narodzin w Paryżu. Iefap – szkoła doradców chustowych i nie tylko. Stowarzyszenia, które miały konferencje. Pani z ręcznie szytymi akcesoriami dla lalek (pieluszki, śpiworki, chusty dla dzieci dp noszenia swoich lalek itd..:)). Dwa obszerne stoiska z książkami o tematyce krążącej wokół kobiecości, porodu, rodzicielstwa, dzieci. Nie zabrakło tez rebozo!😉 Poruszająca wystawa „Matka/Córka” zawierająca zdjęcia i listy. Jeden z nich dedykuję moim dzieciom.
IMG_0648

Sheila

11.04 odeszła Sheila Kitzinger.
Żegnam ją ‚z poślizgiem’.
Dobrych kilka lat temu usłyszałam po raz pierwszy jej nazwisko (nie dziwi, że właśnie w Fundacji RpL).
Później w księgarni wpadła mi w ręce jej książka „Rodzić w domu”, niedługo potem kupiłam „Kryzys narodzin”. I tak się zaczął mój szacunek do Sheili, moja wdzięczność za jej pracę, pasję, serce.
Była Wielkim Człowiekiem.
Zrobiła bardzo wiele dla kobiet. Swoją siłą, a równocześnie spokojem. Swoją bezpośredniością, a zarazem delikatnością. Miała cierpliwość, by słuchać niezliczonych opowieści porodowych, założyła telefon zaufania dla młodych matek, napisała kilka książek, które mogą być dla przyszłych mam źródłem spokoju i wiary w mądrość ich ciała; dla obciążonych traumatyczną historią porodową, mogą być inspiracją do poradzenia sobie z tym; dla świata mogą być apelem! Ponieważ Sheila mówiła otwarcie o problemach w podejściu do kobiet rodzących, o ich potrzebach oraz o konieczności zmian.
Penny Simkin napisała na swoim oficjalnym profilu krótkie wspomnienie Sheili. Zaznaczyła, że praca Sheili Kitzinger nie może odejść w zapomnienie. Potrzeba kontynuować jej wpływ na życie kobiet i jakość opieki okołoporodowej.
Dziękuję, Sheilo.

dyskomfort ma moc…

Bywają w nas tęsknoty bez dna.

Zaspokojone… w mig zastępowane nowymi.

Gonienie własnego ogona w zamkniętym kole.

Tęsknoty są jak zachowanie, za którym stoi potrzeba.

Ale czasem są też chęcią rozwoju. Chęcią ruszenia z miejsca.

„Wyjść na spotkanie własnego spełnienia”.

Mamy dary, talenty, ziemię, by „czynić ją sobie poddaną”. Nie musimy stać w miejscu tylko dlatego, że widoki z tego położenia już znamy. ‚To co, że Nic, przynajmniej bezpiecznie’…?

Rozwój wiąże się z wyjściem poza strefę komfortu.

Jest lęk, że się nie uda, że będzie na marne, że się ośmieszę, że ktoś ‚miły’ wytknie ‚a nie mówiłem’, że wrócę do punktu wyjścia, że że że, ale dziś się troszczy o dziś.

— napisałam to do ‚szuflady’, po czym trafiłam na tekst Agnieszki Maciąg. Właśnie o wychodzeniu poza strefę komfortu! Jak to się mówi – ‚z ust mi wyjęła’😉 a raczej… to wzruszające, że możemy trafiać na słowa, których potrzebujemy… na dobrych ludzi… że chcemy czegoś głębszego…

Życie jest darem…

„Musimy mieć marzenia. Wizję. Czyste serca pełne wiary i nadziei. I słuchać tylko głosu, który nas wspiera i chce naszego dobra. On na początku jest cichutki, zagłuszony głośnym krzykiem świata. Ale w ciszy, medytacji możemy go usłyszeć i za nim kroczyć, a wtedy on staje się głośniejszy i bardziej wyraźny” (A. Maciąg)